Drugim prezentem, który dostaną moje siostry i moja przyjaciółka są babeczki do kąpieli. Uwielbiam musujące kule do kąpieli, ale z reguły są drogie, a rozpuszczają się w minutę. Postanowiłam zrobić swoje kule do kąpieli, wykorzystując do tego składniki, które właściwie są chyba w każdym domu, a jeśli nie, to znajdziecie je w najbliższym supermarkecie lub/i aptece.
Składniki:
soda oczyszczona
kwasek cytrynowy
olej - ja użyłam oliwy z oliwek, oleju ze słodkich migdałów i oleju kokosowego, ale może być równie dobrze zwykły olej rzepakowy - chodzi o to, by połączył suche składniki i nawilżył i odżywił skórę podczas kąpieli.
olejki zapachowe
barwniki
mydło
dodatki: lawenda, susz kwiatow, płatki kokosa, cynamon, kawa mielona itp.
Ja postanowiłam formę kuli zamienić na babeczkę, bo kosmetyk wykonany w ten sposób wygląda uroczo, apetycznie, inaczej niż ten ze sklepu, a w dodatku silikonowe foremki są łatwe w użyciu, wielorazowe i nie przechodzą zapachami olejków eterycznych.
Sodę oczyszczoną i kwasek cytrynowy wymieszać w metalowej miseczce w proporcjach 2:1.
Ja wykorzystałam 240 g sody i 120 g kwasku.
Dodać olej(e), tak, by masa przypominała mokry piasek. W przypadku babeczek - jeśli masa jest troszkę za mokra, wypchnie środek babeczki, tak, jak rosną te pieczone w piekarniku. Można dodać olejki (kilka kropel, powoli, bo esencje zapachowe są bardzo intensywne), barwniki spożywcze (również polecam w tym względzie oszczędność) oraz dodatki takie jak: susz kwiatowy, zieloną herbatę pokruszoną, mieloną kawę, cynamon...
Po wymieszaniu masę trzeba przełożyć do foremek i dokładnie ucisnąć, aby nie powstały dziury w babeczkach. Następnie najlepiej postawić obok kaloryfera, żeby schły, około 24 godzin.
Teraz zajmiemy się kremem do babeczek.
Mydło ścieramy na tarce i wsypujemy do metalowej miseczki, dodajemy pół szklanki wody na standardową kostkę i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Część wody można zastąpić olejami, najlepiej kokosowym, bo w temperaturze pokojowej przyjmuje postać stałą i krem z babeczki nie spłynie. Jeśli będziemy chcieli dodać olejku zapachowego warto wybrać mydło o jak najbardziej neutralnym zapachu, albo bezzapachowe. Ewentualnie można wybrać takie, które już nam odpowiednio pachnie :)
Rozpuszczone mydło... ubijamy mikserem. Tak jest, dokładnie tak jak krem do zwykłych babeczek! Po kilku minutach krem jest puszysty i nadaje się do dekorowania babeczek. Nakładamy do rękawa cukierniczego (najlepiej jednorazowego) i dekorujemy. Wierzch możemy posypać cukrową posypką, startym kokosem, udekorować cukrowymi dekoracjami (chyba, że mamy możliwość kupna takich dekoracji z mydła).
Teraz babeczka znów musi odstać 24 godziny i gotowe! Można pakować i wręczać (albo samemu się porozkoszować własnym kosmetykiem w wannie).
Musująca część babeczki rozpuści się dość szybko, ale krem będzie stopniowo uwalniał swoje składniki.
Chciałabym dodać zdjęcia, ale jeśli czytają to osoby, które mają zostać obdarowane, to wolałabym, żeby chociaż wygląd ich prezentów pozostał tajemnicą :) Obiecuję zdjęcia wkleić tuż po obdarowaniu dziewczyn :)
Powodzenia w produkowaniu prezentów! :D
czwartek, 18 grudnia 2014
niedziela, 7 grudnia 2014
Komu, komu? Prezenty do domu!
Kocham dawać prezenty! Mikołajki za nami, pierwsza partia prezentów, paczuszek, podarków i upominków zniknęła z szaf, szuflad i spod łóżka. Teraz czas na Was! Nieważne, czy byliście grzeczni i Mikołaj o Was nie zapomniał, czy może zostawił tylko rózgę.
Zapraszam Was na profil Alainn na facebooku, gdzie można zapisywać się na pomikołajkowe, a przedchoinkowe rozdawnictwo prezentowe!
Do rozdania są:
1. mięciutki kocyk dla dziecka
2. komplet dwóch serduszek w biało-czerwoną kratkę
3. komplet czterech ptaszków do zawieszenia na choince
4. biało-czerwono-szara girlanda
Aby załapać się na prezent należy polubić profil Alainn i udostępnić post konkursowy u siebie na profilu. Losowanie nastąpi 12 grudnia o 20:00, a wysyłka przedmiotów jak tylko zwycięzcy wyślą swoje dane. Zapraszam!
Jeśli nie macie konta na facebooku, zostawcie komentarz pod tym postem i zaproście do konkursu na swoim blogu. Komentującym i udostępniającym przypisane zostaną numerki, zgodnie z godziną dodania komentarza.
Zapraszam Was na profil Alainn na facebooku, gdzie można zapisywać się na pomikołajkowe, a przedchoinkowe rozdawnictwo prezentowe!
Do rozdania są:
1. mięciutki kocyk dla dziecka
2. komplet dwóch serduszek w biało-czerwoną kratkę
3. komplet czterech ptaszków do zawieszenia na choince
4. biało-czerwono-szara girlanda
Aby załapać się na prezent należy polubić profil Alainn i udostępnić post konkursowy u siebie na profilu. Losowanie nastąpi 12 grudnia o 20:00, a wysyłka przedmiotów jak tylko zwycięzcy wyślą swoje dane. Zapraszam!
Jeśli nie macie konta na facebooku, zostawcie komentarz pod tym postem i zaproście do konkursu na swoim blogu. Komentującym i udostępniającym przypisane zostaną numerki, zgodnie z godziną dodania komentarza.
niedziela, 30 listopada 2014
Pierniczenie!!!
Wczoraj zakończyłam pieczenie pierniczków. Miało być tylko trochę, ale
wyszło jak zwykle. Bo w tych upieczonych zapomniałam o dziurkach na
sznureczek (żeby je powiesić na choince), a potem sobie przypomniałam,
że przecież na choince ładnie by wyglądały te witrażykowe (czyli takie, w
których wycina się kształt i zasypuje pokruszonymi landrynkami, które
roztapiając się w piekarniku, tworzą kolorowe "szkiełko". Dla chętnych przepis:
2 i 1/3 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru pudru (najlepiej brązowego)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżka kakao
1 łyżka przyprawy do piernika (ja przyprawę stworzyłam sama z imbiru, cynamonu, goździków, ziela angielskiego, pieprzu, gałki muszkatołowej, anyżu)
1 jajko
90 g masła
1/3 szklanki miodu
Miód i masło podgrzać, aby stworzyły dość płynną mieszaninę.
Wymieszać w misce wszystkie "suche" składniki, wbić jajko i wlać miód z masłem. Wyrobić. W zależności od potrzeby, można dodać więcej mąki. Ciasto musi w folii odpoczywać w lodówce 2-3 godziny. Po tym, jak już się schłodzi, wystarczy rozwałkować ciasto, podsypując mąką. Wycinać kształty pierniczków. Aby zawisić je na choince, przed upieczeniem trzeba wyciąć dziurki - na szczęście te pierniczki prawie nie rosną, więc nie ma strachu, że dziurki w piekarniku znikną. Witrażyk w pierniczku wycinamy mniejszą foremką, wsypujemy do dziurki pokruszone landrynki (z górką) i wkładamy do piekarnika. Każdy piekarnik jest inny, u mnie przy 150 stopniach (opcja góra-dół, bez termoobiegu) pierniczki piekły się dokładnie 5 minut. Landrynki bez problemu się roztopiły. Pierniki z tego przepisu nie robią się od razu jak kamienie, są kruchutkie i pyszne, ale żeby zmiękły, muszą poleżeć w zamkniętym pudełku lub puszce (najlepiej wrzucić tam kawałek skórki od jabłka, aby ciastka chłonęły z niej wilgoć).
To ostatni moment na pieczenie pierników. Z za dwa tygodnie będę je lukrować.
2 i 1/3 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru pudru (najlepiej brązowego)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżka kakao
1 łyżka przyprawy do piernika (ja przyprawę stworzyłam sama z imbiru, cynamonu, goździków, ziela angielskiego, pieprzu, gałki muszkatołowej, anyżu)
1 jajko
90 g masła
1/3 szklanki miodu
Miód i masło podgrzać, aby stworzyły dość płynną mieszaninę.
Wymieszać w misce wszystkie "suche" składniki, wbić jajko i wlać miód z masłem. Wyrobić. W zależności od potrzeby, można dodać więcej mąki. Ciasto musi w folii odpoczywać w lodówce 2-3 godziny. Po tym, jak już się schłodzi, wystarczy rozwałkować ciasto, podsypując mąką. Wycinać kształty pierniczków. Aby zawisić je na choince, przed upieczeniem trzeba wyciąć dziurki - na szczęście te pierniczki prawie nie rosną, więc nie ma strachu, że dziurki w piekarniku znikną. Witrażyk w pierniczku wycinamy mniejszą foremką, wsypujemy do dziurki pokruszone landrynki (z górką) i wkładamy do piekarnika. Każdy piekarnik jest inny, u mnie przy 150 stopniach (opcja góra-dół, bez termoobiegu) pierniczki piekły się dokładnie 5 minut. Landrynki bez problemu się roztopiły. Pierniki z tego przepisu nie robią się od razu jak kamienie, są kruchutkie i pyszne, ale żeby zmiękły, muszą poleżeć w zamkniętym pudełku lub puszce (najlepiej wrzucić tam kawałek skórki od jabłka, aby ciastka chłonęły z niej wilgoć).
To ostatni moment na pieczenie pierników. Z za dwa tygodnie będę je lukrować.
piątek, 28 listopada 2014
Poduszkowo i patchworkowo i świątecznie
poniedziałek, 24 listopada 2014
Swiątecznie po raz kolejny
Nie da się nie myśleć o Świętach, skoro trzeba już wstawiać do galerii przedmioty na sprzedaż...
Dziś kilka drobnostek i jedna większa rzecz :)
Słońce zaświeciło i udało się zrobić kilka przyzwoitych zdjęć, bo przez ostatnie dni wychodziły takie szaro-bure, że aż wstyd byłoby je wstawiać gdziekolwiek...
Na początek patchworkowa poduszka. W całości z bawełny - łącznie z podszewką w środku. Tył z bardzo grubej, solidnej bawełny, przód z drukowanej we wzór. Wymiary: 40x40 cm. Niby świąteczna, ale sprawdzi się i w lecie i na jesieni i na wiosnę.
Małe ptaszki tilda. Urocze. Mój syn je kocha miłością wielką i zawsze z nimi śpi, jak tylko się pojawią, czy to przed choinką, czy przed Wielkanocą.
Tu na razie tylko cztery i tylko w jednym kolorze, ale mogę je szyć bez końca...
I na koniec zapachowe szaleństwo, czyli prezenty-saszetki z wkładem nasączonym olejkami naturalnymi o zapachu cynamonu i pomarańczy oraz cynamonu i jabłka. Zapach mają nieziemski. Też będzie ich duuużo.
Wczoraj bardzo dużo napisałam, dziś zostawiam Was ze zdjęciami i lecę do kuchni przygotowywać pierniczki! W końcu za miesiąc Wigilia!
Dziś kilka drobnostek i jedna większa rzecz :)
Słońce zaświeciło i udało się zrobić kilka przyzwoitych zdjęć, bo przez ostatnie dni wychodziły takie szaro-bure, że aż wstyd byłoby je wstawiać gdziekolwiek...
Na początek patchworkowa poduszka. W całości z bawełny - łącznie z podszewką w środku. Tył z bardzo grubej, solidnej bawełny, przód z drukowanej we wzór. Wymiary: 40x40 cm. Niby świąteczna, ale sprawdzi się i w lecie i na jesieni i na wiosnę.
Serwetki z tkaniny. Uwielbiam. Nie znoszę papierowych. Te bawełniane są takie eleganckie. Może nie na co dzień, ale od święta...
Tu 4 sztuki, ale mogę uszyć większą ilość, a nawet bieżnik! Wzór w gwiazdki niesamowicie mi się podoba. Jest taki zabawny!
Serduszka tilda. Nie wyobrażam sobie bez nich Świąt, a kiedyś się dziwiłam ich wydłużonym kształtom ;)
Tu na razie tylko cztery i tylko w jednym kolorze, ale mogę je szyć bez końca...
I na koniec zapachowe szaleństwo, czyli prezenty-saszetki z wkładem nasączonym olejkami naturalnymi o zapachu cynamonu i pomarańczy oraz cynamonu i jabłka. Zapach mają nieziemski. Też będzie ich duuużo.
Wczoraj bardzo dużo napisałam, dziś zostawiam Was ze zdjęciami i lecę do kuchni przygotowywać pierniczki! W końcu za miesiąc Wigilia!
niedziela, 23 listopada 2014
Prezentowo cz.1
Może trochę wcześnie, żeby pomyśleć o prezentach, ale... co ja piszę?!? Nie ma "za wcześnie" na myślenie o prezentach! Kocham kupować prezenty. Jestem wręcz idealnym konsumentem, bo najchętniej obdarowałabym wszystkich (łącznie z panią kasjerką w sklepie) i to kilkoma rzeczami. Zawsze moje konto leczy rany po Świętach, urodzinach, innych uroczystościach... co ja na to poradzę, uwielbiam robić prezenty. No właśnie. ROBIĆ. W końcu stwierdziłam, że w tym roku połączę to, co lubię najbardziej - dawać prezenty i robić ładne rzeczy. Obiecałam sobie, że nie kupię żadnego gotowego prezentu. Wyszaleję się twórczo i w dodatku moje konto może odetchnie z ulgą. Może.
Postanowiłam więc podzielić się kilkoma pomysłami na prezenty. Może ktoś skorzysta? Mam nadzieję, że żadna z moich sióstr tego nie czyta. Jeśli tak, to wynocha. Sio! To ostatni moment.
Nienawidzę dostawać zestawów kosmetyków kąpielowych. To takie oczywiste, bezpieczne (bo każdy jednak wykorzysta) i... nieuprzejme. Wymowa takiego prezentu to "śmierdzisz, umyj się, masz tu mydło, żel pod prysznic i pumeks do szorstkich pięt".
Wyjątkiem są jakieś rzeczy kąpielowo-fikuśne - z pomysłem, kupione w sklepie ekologicznym, w jakimś gospodarstwie specjalizującym się np. w uprawie lawendy czy hodowli pszczół, albo... zrobiony własnoręcznie. Wtedy nawet prosta rzecz nabiera jakiejś takiej szlachetności, bo jest wręczona od serca.
Koleżanka namówiła mnie na zakup soli himalajskiej. To sól, która zawiera ponad 80 różnych minerałów, pochodząca z - jak sama nazwa wskazuje - okolic Himalajów. Moja przyjechała ponoć z Pakistanu. Ma śliczny różowo-pomarańczowy kolor, jest gruboziarnista i w sam raz nada się do zrobienia soli do kąpieli.
W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów na sól do kąpieli. Mój, już przetestowany jest następujący:
Sól himalajska 1 kg (ale może być też każda sól, choć najlepiej poszaleć z taką z Morza Martwego np.)
Mydło w płynie o zapachu jaki chcemy osiągnąć albo bezzapachowe
Dodatki: olejek zapachowy, płatki kwiatów, miód, oleje - ze słodkich migdałów, z pestek moreli, ale może być i oliwa z oliwek.
Teraz zrobiłam jedynie niewielkie próbki, w sam raz na jedną kąpiel (w końcu nie dam im czegoś nieprzetestowanego ;)), same prezenty będę robić w połowie grudnia.
Wymieszałam mokre składniki:
- mydło+olej ze słodkich migdałów+miód+olejek cytrynowy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+kilka kropli bardzo mocnej kawy (raczej dla zapachu)+olejek o zapachu cynamonu i pomarańczy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+olejek lawendowy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+olejek cynamonowo-jabłkowy
Potem wlałam mieszanki do porcji soli. Pozostało tylko rozłożyć sól tak, żeby była jej jak najcieńsza warstwa (polecam blachę i papier do pieczenia lub pergamin. Sól musi wchłonąć płyn (czy raczej masę, bo jest to dość gęste) i wyschnąć. Może leżeć w pobliżu kaloryfera.
Kiedy sól wyschnie, można przełożyć ją do słoiczków. Ja mam kilka słoiczków o ciekawym kształcie po miodzie. Idealnie nadadzą się do nasypania tam soli.
Sól miodowo-cytrynową zostawiłam tak jak była, nie dorzucałam tam nic, chyba nawet na szybko nie miałam pomysłu. Do połowy grudnia jeszcze się zastanowię.
Sól kawowo-pomarańczowo-cynamonowa: układamy warstwę soli, delikatnie posypujemy zmieloną kawą, znowu warstwa soli... i tak dalej. Zapach nieziemski. Kawa pomaga redukować celulit, więc każda dziewczyna powinna być zadowolona.
Sól lawendowa - analogicznie: warstwa soli, warstwa kwiatów lawendy - lawendę kupicie bardzo tanio w aptece - jeśli można ją pić, można używać jej do kąpieli i nie trzeba przepłacać za taką samą lawendę, nazwaną "ekologiczną".
Sól cynamonowo-jabłkowa - też na razie bez dodatków.
Każda kąpiel sprawiła mi dużą frajdę, tym większą, że wiedziałam, że sól do kąpieli zrobiłam własnoręcznie.
Niestety, zanim zrobiłam zdjęcia do notki na bloga, zużyłam całą sól, ale zdjęcia na pewno pojawią się, jak tylko zrobię nową porcję.
Taka sól ma jedną niewątpliwą zaletę - wiesz, w czym się kąpiesz! Nie ma w niej żadnych sztuczności, same naturalne rzeczy. O ile wiesz, że ktoś nie ma na daną rzecz uczulenia, to śmiało możesz to wykorzystać (może lepiej nie próbować tego z papryką ostrą :P).
Można wykorzystać olejek zapachowy różany i płatki róż (kąpiel z płatkami róż, mhmm...), albo płatki rumianku czy innych ziół.
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Strasznie się rozpisałam. Niedługo napiszę o innym pomyśle na prezent dla moich bliskich.
Postanowiłam więc podzielić się kilkoma pomysłami na prezenty. Może ktoś skorzysta? Mam nadzieję, że żadna z moich sióstr tego nie czyta. Jeśli tak, to wynocha. Sio! To ostatni moment.
Nienawidzę dostawać zestawów kosmetyków kąpielowych. To takie oczywiste, bezpieczne (bo każdy jednak wykorzysta) i... nieuprzejme. Wymowa takiego prezentu to "śmierdzisz, umyj się, masz tu mydło, żel pod prysznic i pumeks do szorstkich pięt".
Wyjątkiem są jakieś rzeczy kąpielowo-fikuśne - z pomysłem, kupione w sklepie ekologicznym, w jakimś gospodarstwie specjalizującym się np. w uprawie lawendy czy hodowli pszczół, albo... zrobiony własnoręcznie. Wtedy nawet prosta rzecz nabiera jakiejś takiej szlachetności, bo jest wręczona od serca.
Koleżanka namówiła mnie na zakup soli himalajskiej. To sól, która zawiera ponad 80 różnych minerałów, pochodząca z - jak sama nazwa wskazuje - okolic Himalajów. Moja przyjechała ponoć z Pakistanu. Ma śliczny różowo-pomarańczowy kolor, jest gruboziarnista i w sam raz nada się do zrobienia soli do kąpieli.
W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów na sól do kąpieli. Mój, już przetestowany jest następujący:
Sól himalajska 1 kg (ale może być też każda sól, choć najlepiej poszaleć z taką z Morza Martwego np.)
Mydło w płynie o zapachu jaki chcemy osiągnąć albo bezzapachowe
Dodatki: olejek zapachowy, płatki kwiatów, miód, oleje - ze słodkich migdałów, z pestek moreli, ale może być i oliwa z oliwek.
Teraz zrobiłam jedynie niewielkie próbki, w sam raz na jedną kąpiel (w końcu nie dam im czegoś nieprzetestowanego ;)), same prezenty będę robić w połowie grudnia.
Wymieszałam mokre składniki:
- mydło+olej ze słodkich migdałów+miód+olejek cytrynowy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+kilka kropli bardzo mocnej kawy (raczej dla zapachu)+olejek o zapachu cynamonu i pomarańczy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+olejek lawendowy
- mydło+olej ze słodkich migdałów+olejek cynamonowo-jabłkowy
Potem wlałam mieszanki do porcji soli. Pozostało tylko rozłożyć sól tak, żeby była jej jak najcieńsza warstwa (polecam blachę i papier do pieczenia lub pergamin. Sól musi wchłonąć płyn (czy raczej masę, bo jest to dość gęste) i wyschnąć. Może leżeć w pobliżu kaloryfera.
Kiedy sól wyschnie, można przełożyć ją do słoiczków. Ja mam kilka słoiczków o ciekawym kształcie po miodzie. Idealnie nadadzą się do nasypania tam soli.
Sól miodowo-cytrynową zostawiłam tak jak była, nie dorzucałam tam nic, chyba nawet na szybko nie miałam pomysłu. Do połowy grudnia jeszcze się zastanowię.
Sól kawowo-pomarańczowo-cynamonowa: układamy warstwę soli, delikatnie posypujemy zmieloną kawą, znowu warstwa soli... i tak dalej. Zapach nieziemski. Kawa pomaga redukować celulit, więc każda dziewczyna powinna być zadowolona.
Sól lawendowa - analogicznie: warstwa soli, warstwa kwiatów lawendy - lawendę kupicie bardzo tanio w aptece - jeśli można ją pić, można używać jej do kąpieli i nie trzeba przepłacać za taką samą lawendę, nazwaną "ekologiczną".
Sól cynamonowo-jabłkowa - też na razie bez dodatków.
Każda kąpiel sprawiła mi dużą frajdę, tym większą, że wiedziałam, że sól do kąpieli zrobiłam własnoręcznie.
Niestety, zanim zrobiłam zdjęcia do notki na bloga, zużyłam całą sól, ale zdjęcia na pewno pojawią się, jak tylko zrobię nową porcję.
Taka sól ma jedną niewątpliwą zaletę - wiesz, w czym się kąpiesz! Nie ma w niej żadnych sztuczności, same naturalne rzeczy. O ile wiesz, że ktoś nie ma na daną rzecz uczulenia, to śmiało możesz to wykorzystać (może lepiej nie próbować tego z papryką ostrą :P).
Można wykorzystać olejek zapachowy różany i płatki róż (kąpiel z płatkami róż, mhmm...), albo płatki rumianku czy innych ziół.
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Strasznie się rozpisałam. Niedługo napiszę o innym pomyśle na prezent dla moich bliskich.
niedziela, 9 listopada 2014
Podkładki pod talerze
Uwielbiam podkładki pod talerze. Nie dość, że chronią powierzchnię stołu i obrus przed umiejętnościami mojego synka w zakresie jedzenia, to jeszcze pięknie potrafią udekorować stół. Nie znoszę plastikowych podkładek z wydrukowanymi kwiatami, zwierzętami albo widokami gór i mórz, ale te szyte, które stanowią uzupełnienie zastawy i innych dekoracji... jak najbardziej. W ogóle lubię wszystko, co naturalne, dlatego zimowe podkładki również uszyłam z bawełny, oczywiście posiadającej certyfikaty bezpieczeństwa. To ważne, jeśli kontakt z tkaniną ma dziecko, bo farby użyte do barwienia materiału nie są toksyczne, nie uczulają.
Biało-szare podkładki w gwiazdy są właściwie uniwersalne, bo neutralne kolory pasują do każdej pory roku. Ozdobiłam je bawełnianą koronką vintage (ma około 40 lat!). Pięknie mogą uzupełnić wygląd świątecznego, ale też codziennego stołu.
Biało-szare podkładki w gwiazdy są właściwie uniwersalne, bo neutralne kolory pasują do każdej pory roku. Ozdobiłam je bawełnianą koronką vintage (ma około 40 lat!). Pięknie mogą uzupełnić wygląd świątecznego, ale też codziennego stołu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


